środa, 6 sierpnia 2014

I - Pique chyba ostatnio przytyłeś

  - Halo? - Żywy głos mojego brata odezwał się w słuchawce telefonu.
  - Cześć braciszku, nie drzyj się tak. - Wymamrotałam zaspanym głosem.
  - Ty jeszcze śpisz?! Nie zapomniałaś chyba, że dzisiaj idziesz ze mną na obiad z członkami reprezentacji i ich rodzinami? - Zapytał. Cholera, faktycznie o tym zapomniałam, ale pół godziny wystarczy mi żeby się przygotować.
  - Nie, dobra, może trochę mi się zapomniało, ale zaraz będę gotowa.
  - Jest już 10:30, masz godzinę żeby się wyszykować, a o 11:30 przyjedziemy po Ciebie z Shakirą i Milanem.
  - Okej Geri, będę na was czekała. Pozdrów Shaki i małego. Do zobaczenia niedługo.
  - Do zobaczenia.

Chcąc, nie chcąc musiałam wstać z łóżka i zacząć przygotowywać się do wyjścia. Półprzytomna dowlokłam się do łazienki, gdzie chcąc się rozbudzić weszłam pod prysznic i odkręciłam kran z zimną wodą. Podziałało, po paru minutach stania w lodowatej wodzie czułam się tak, jakbym wypiła mocną kawę. Owinęłam się szlafrokiem i poszłam do kuchni przekąsić coś lekkiego. Nie chciałam się opychać skoro i tak zaraz jadę na obiad. Swoją drogą nigdy nie rozumiałam dlaczego mój brat zawsze mnie na nie zabiera. Oprócz niego robi to zaledwie kilku innych zawodników, inni zabierają tylko partnerki, albo w ogóle przychodzą sami. Nie powiem, jest to całkiem miłe, lubię jego kolegów i ich rodziny, a oni lubią mnie. Najlepiej się dogaduję chyba z Fabregasem i jego siostrą, ale nic dziwnego, mój brat i Cesc to najlepsi przyjaciele, a co za tym idzie nasze rodziny już od dawna większość czasu spędzały wspólnie.
Po zjedzonym śniadaniu wróciłam do swojej sypialni by wysuszyć i uczesać włosy oraz zrobić sobie lekki makijaż. Później poszłam do garderoby wybrać sobie stosowny strój. Po chwili namysłu wybrałam zwykłą białą bokserkę i jasnoniebieską spódniczkę, całość uzupełniłam delikatnymi złotymi sandałkami i równie delikatną biżuterią w tym samym kolorze. Skończyłam się ubierać idealnie w chwili w której zadzwonił dzwonek do drzwi, za którymi stał mój brat.
  - Hej, jesteś już gotowa?
  - Tak, wezmę tylko torebkę i możemy jechać.
  - Mam nadzieję, że tym razem wiesz gdzie ona jest i nie będziesz jej szukać pół godziny jak ostatnio... - Zaśmiał się.
  - To było tylko raz, poza tym była na szafie, gdzie moje najwspanialsze 160 cm nie dosięga, a Twoje prawie 2 metry już tak, może wiesz coś na ten temat?
  - Dobra, dobra, już nie marudź tylko idź po tą torebkę i jedziemy.
 Pobiegłam ponownie do sypialni, znalazłam to po co przyszłam i wróciłam do brata.
  - No proszę rekordowo szybko. Jestem z ciebie dumny siostrzyczko.
  - Fajnie by było gdybyś ty też zrobił coś dzięki czemu mogłabym być z ciebie dumna, a nie tylko się ze mnie naśmiewasz. - Teatralnie westchnęłam.
  - Ktoś tu chyba woli iść na nogach...
  - Ale to komuś innemu bardziej by się to przydało.... Geri, kiedy ty ostatnio robiłeś coś innego poza jedzeniem i wylegiwaniem się na plaży, co?
  - Już nie przesadzaj, wcale nie jest tak źle. A teraz idziemy do tego samochodu, bo na prawdę się spóźnimy. - Gerard odwrócił się i poszedł do samochodu, w którym czekała Shakira z Milankiem, ja zamknęłam dom i poszłam za nim.
  - Witaj kochana. - Powitała mnie partnerka mojego brata. - Co u ciebie słychać?
  - Cześć Shaki, wszystko w porządku. A co u Ciebie?
  - Wiadomo, masa koncertów, ciągle nie mam na nic czasu, chociaż teraz znalazłam tydzień na odetchnięcie.
 Cała podróż minęła nam całkiem przyjemnie, rozmawialiśmy, ja i Shakira trochę ponabijałyśmy się z Gerarda, przez co ten kilka razy chciał nas wysadzić oraz zabawiałam Milana. W końcu dojechaliśmy przed restaurację. Weszliśmy do budynku i od razu zaczęliśmy wypatrywać rodziny Fabregasów. Jako pierwszy swojego przyjaciela ujrzał mój brat, jak zwykle mieliśmy zajęte miejsca obok. Tylko jedna rzecz się nie zgadzała. Cesc tym razem przyszedł tylko w towarzystwie swojej siostry, nie było ani Danielli, ani Lii. Zdziwiłam się, bo on nigdy się bez nich nie pojawiał.
  - Hej. Co u was? - Zapytała Carlota od razu gdy podeszliśmy do stolika. Cesc nawet się nie odwrócił gdy przyszliśmy, siedział uparcie wpatrzony w jakiś punkt daleko przed sobą. Był wyraźnie zamyślony i jakby... smutny. Zajęliśmy nasze miejsca przy stoliku.  
  - U nas po staremu. - Odpowiedział mój brat. - A co u was słychać?
  - U mnie jest w porządku, ale u niego jest tak jak widać na dołączonym obrazku. Chociaż w sumie było gorzej. Ledwo dał się namówić na wyjście tutaj.
  - Cesc... - Jakby się ocknął na dźwięk swojego imienia.
  - O cześć, już jesteście. - Powiedział bez cienia emocji w głosie.
  - Stary co z tobą? Gdzie masz Daniellę i dzieciaki? - Na dźwięk imienia swojej ukochanej spuścił głowę.
  - Ona... odeszła. - Te dwa słowa wypowiedział z wielkim trudem, nic dziwnego, że był tak załamany...
  - Jak to odeszła? Przecież byliśmy u was dwa dni temu i wszystko było w porządku.
  - Widzisz, sęk w tym, że nie było. To znaczy wydawać by się mogło, że jesteśmy zgraną rodzinką i jest wspaniale. Cholera, mnie też się tak wydawało, niestety najwidoczniej ja jej nie wystarczałem.
  - O czym ty mówisz?
  - O tym mówię, że Daniella zdradzała mnie od kilku miesięcy, a wczoraj łaskawie poinformowała mnie o tym, że odchodzi. Odeszła do niego.
  - Wiesz kim jest ten cały on?
  - Nie wiem i nie chcę wiedzieć. Jaki ja głupi byłem, że nic nie podejrzewałem. Myślałem, że to będzie ta jedyna...
  - Spokojnie. - Odezwała się Shakira, która do tej pory tylko przysłuchiwała się rozmowie dwójki przyjaciół. - Będzie dobrze. Ale co z Lią?
  - Lii bez walki nie oddam. To tak samo moja córka jak i jej. Będę się starał o to by Lia mieszkała ze mną.
  - I myślisz, że Daniella zgodzi się na to?
  - Myślę, że nie będzie łatwo, ale jeżeli zaistnieje taka pójdę do sądu.
  - Będziemy trzymać za ciebie kciuki i gdybyś faktycznie musiał iść do sądu to masz nasze wsparcie, wstawimy się za tobą. - Powiedziałam. - Zasługujesz na kogoś lepszego, jesteś wspaniałym ojcem i przyjacielem, dla niej też byłeś najlepszym co mogło jej się przytrafić, to jej problem, że nie potrafiła tego docenić.
  - Dziękuję wam, jesteście chyba najlepszymi przyjaciółmi.
  - Nie masz nam za co dziękować, od tego jesteśmy.
  - Witajcie. - Podszedł do nas trener reprezentacji. - Mam nadzieję, że dobrze się bawicie. Pique ty chyba ostatnio coś przytyłeś, co? - Zapytał, a ja ledwo powstrzymałam  wybuch śmiechu.
  - Nie, ja nie....
  - Dobra, już się nie tłumacz. Shakira jak zwykle piękna, a Milanek rośnie jak na drożdżach. Catalina i Carlota dobrze widzieć znowu was dwie takie uśmiechnięte. Jesteście dobrym duchem tej drużyny. Fabregas, a z tobą co? Gdzie masz Daniellę?
  - To już zamknięty rozdział trenerze, nie ma o czym mówić.
  - Jak wolisz, jeżeli jednak chciałbyś porozmawiać ze starym mężczyzną który już nie jedno przeszedł to wiesz gdzie mnie szukać.
  - Będę pamiętał. Dziękuję.
  - Nie ma za co, ja już wracam na swoje miejsce, bo widzę, że kelnerzy zaczynają wnosić posiłki. Dobrej zabawy wam życzę.
  - Dziękujemy i wzajemnie.
Trener Del Bosque poszedł do swojego stolika, a na stołach pojawiło się jedzenie, które wyglądało tak dobrze jak smakowało. Jedliśmy i rozmawialiśmy. Jak zwykle byliśmy najbardziej rozgadanymi osobami na sali. Nawet Cesc wyraźnie się ożywił. Zastanawiałam się jak to możliwe, że Daniella postanowiła zostawić osobę która kochała ją tak, że świata poza nią nie widziała i byłaby gotowa zrobić dla niej wszystko, jak ona mogła tego nie docenić... Miałam nadzieję, że chociaż z Lią mu się uda i mała będzie mieszkać z nim.
 Po skończonym posiłku przeprosiłam przyjaciół i poszłam do toalety. Gdy z niej wychodziłam, szukając telefonu w torebce, na kogoś wpadłam.


____________

Znowu nawaliłam....
Na tego bloga mam nadzieję będę wrzucać rozdziały trochę częściej (cały plan jest gotowy), chociaż niczego nie obiecuję...
Póki co oddaję w Wasze ręce ten rozdział :)
Pozdrawiam :)

PS. To nie tak, że nie lubię Danielli, ale w tym opowiadaniu musiałam się jej jakoś pozbyć ;)
PS2. Najpierw miały być inne blogi ale zmieniłam kolejność, bo ten już jest cały obmyślony :)

4 komentarze:

  1. A nawet już polubiłam Daniellę, no ;/ Kurdę, jak ona mogła tak Fabsia zostawić ;/
    Heheh, Pique jak zawsze dowciapny, del Bosque tak samo :)
    Świetny rozdział, czekam na kolejny :) :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Dodawanie komentarza, próba numer 5 ;-;

    Jeju, jeejuu, jeeeeeejuuuu <333
    Nareszcie, nareszcieee, nareeeeszcieee <333
    Warto było czekać tak długo <3
    Daniella to idiotka! Mieć Cesca przy boku i jeszcze wynajdować sobie kochanka grrrr -.-"
    A Ty Fabsiu się nie mazgaj, tylko spinaj dupę i jazda do sądu walczyć o Lię!
    Te przekomarzania Cataliny i Gerarda :')))
    Wpadła na Jesusa, tak? :3
    Rozdział, co tu dużo mówić, G E N I A L N Y <33
    Tylko, czemu taki krótki :((
    Czekam na nowy :D Mam nadzieję, że dodasz szybciej, bo już nie mogę się doczekać :D

    //Weronika

    OdpowiedzUsuń
  3. Coś czuje,że nie raz tu zawitam,bo uwielbiam takie historie. I szczerze powiedziawszy nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału, chociaż mam już pewne przypuszczenia co może się zdarzyć :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam twoje historie, nie mów, że nawaliłaś bo jest super <3

    OdpowiedzUsuń