niedziela, 7 grudnia 2014

II - Navas to temat zakazany

- Przepraszam. - Powiedziałam nie podnosząc głowy.
- Nie ma za co. Choć mogłabyś patrzeć przed siebie jak idziesz.
- Jeszcze raz przepraszam. - Spojrzałam na osobę na którą wpadłam. - Szukałam telefonu.
- Siostra Pique prawda?
- Tak.  Catalina Pique we własnej osobie. - Uśmiechnęłam się.
- Miło mi cię poznać.  - Odwzajemnił mój uśmiech.
- Mi ciebie również.
- Tak na marginesie, muszę ci powiedzieć, że masz bardzo ładny uśmiech.
- Dziękuję. - Uśmiechnęłam się ponownie, a moją twarz oblał rumieniec, zresztą jak zwykle w takich sytuacjach. Opuściłam głowę, by włosy mogły mnie choć trochę zakryć. - Chyba muszę już wracać do przyjaciół, zaraz pomyślą, że zgubiłam się w łazience.
- W takim razie nie zatrzymuję cię dłużej, bo jeszcze będą gotowi zaangażować wszystkich w poszukiwania.
- To by było całkiem w ich stylu.
- Jeszcze zanim się pożegnamy, może dałabyś się zaprosić na jakąś kawę?
- Interesująca propozycja, choć nie wiem co na to mój brat...
- Twój brat nie musi o niczym wiedzieć. Poza tym jesteś dorosła, chyba możesz decydować z kim wychodzisz, prawda?
- Prawda. Więc kiedy?
- To może jutro? O 16?
- Jutro o 16. Pasuje mi. A gdzie?
- Znam taką ładną kawiarnię w centrum - siódme niebo. Mają tam całkiem dobre ciasta, a ich kawy to zupełne mistrzostwo. Co ty na to?
- Nie znam tego miejsca, ale po twojej opinii jestem bardzo ciekawa jak tam jest. Jestem na tak.
- Więc jesteśmy umówieni. Do jutra. Miło było cię poznać Catalino.
- Mnie ciebie również Jesusie. Do jutra.

Szłam do stolika mając nadzieję, że moi przyjaciele nie widzieli tego, że przed chwilą rozmawiałam z Jesusem Navasem. Z powodów, których nie znam ta dwójka nie pała do siebie szczególną sympatią. Jakaś stara sprawa, o której Gerard nie chciał mi nigdy powiedzieć. W każdym razie, już od kilku lat mijają się szerokim łukiem. Żaden z nich nie chce wyjaśnić całej sprawy. Kłótnia musiała być w takim razie poważna. Co do naszego jutrzejszego spotkania mam bardzo mieszane uczucia. Podczas samej rozmowy czułam się dziwnie, inaczej niż z innymi mężczyznami. Być może byłam zdenerwowana tym, że Gerard może nas widzieć, a to by mu się nie spodobało. W ogóle nie powinnam była rozmawiać z Navasem, a zamiast tego spławić go już na początku rozmowy. Jednak coś we mnie aż krzyczało żeby jednak nie robić tego. To samo coś nie chciało kończyć tej rozmowy, jednak tym razem rozsądek wygrał. Im dłużej tym większe ryzyko, że ktoś mógłby nas zobaczyć. Wtedy mogłoby się rozpętać prawdziwe piekło. Navas to temat zakazany nawet przy drobnym wspomnieniu, a co dopiero przyjść i oznajmić "hej, wychodzę jutro z Jesusem na kawę. Mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko." Dla nich chyba nie byłoby nic gorszego. Póki co jest to tylko jedno spotkanie. Nie muszę chyba nikomu o nim mówić.

- O patrzcie, jednak się nie zgubiła! - Czy wspominałam już jak bardzo kocham mojego brata? No więc kocham go do tego stopnia, że toleruję nawet jego głupotę.
- Bardzo śmieszne Geri, bardzo.. - Starałam się wyglądać na spokojną i nie zdradzać się z niczym.
- Co ty tak długo robiłaś w tej łazience? Spotkałaś kogoś?
- Nie, zadzwoniła Sofia, znasz ją, koleżanka z pracy, trochę się zagadałyśmy. - Zdziwiłam się jak łatwo przyszło mi kłamstwo. Nigdy nie umiałam kłamać, a teraz wypowiedziałam coś niezgodnego z prawdą z wielką lekkością.
- Rozumiem. W takim razie rekordowo krótki czas rozmowy siostrzyczko. - Zaśmiał się.
- Żebym ci nie wypomniała jak długo czasami rozmawiasz z Cesciem.
- Wtedy mamy naprawdę poważne sprawy do omówienia! - Wtrącił się Fabregas.
- Ważne sprawy... "Cesc widziałeś nasze ostatnie zdjęcie drużyny? Wyglądam na nim gorzej niż Pepe jak zapuści te swoje wspaniałe loki" - Zacytowałam swojego brata. - Niewątpliwie, sprawa wagi państwowej.
- A później skomentowanie reszty drużyny, jak baby! - Dołączyła do mnie Carlota.
- No cóż panowie, nie macie szans, muszę przyznać rację waszym siostrom. Jeżeli chodzi o wasze rozmowy to jesteście niemożliwi. Mam nadzieję kochanie, że nasz synek nie odziedziczy tego po tobie.
- Ale grać w piłkę będzie umiał po tatusiu!
- A może wcale nie będzie piłkarzem?
- Shaki, ale jak to... Mój syn będzie piłkarzem, to nie podlega dyskusji. Prawda Milan? - Zwrócił się do swojego pierworodnego. - Będziesz piłkarzem jak twój tatuś.

Wymiana zdań między Shakirą, a Gerardem dotycząca przyszłości małego Milanka trwała w najlepsze. Jeżeli o mnie chodzi jestem po stronie Shak. Powinien sam zdecydować kim będzie wtedy kiedy dorośnie. Mój brat chce już teraz zrobić z niego piłkarza, a może mały wcale nie będzie lubił piłki, już i tak będzie z góry skazany na obowiązkowe kibicowanie drużynie tatusia.
Odpłynęłam myślami od tej fascynującej rozmowy do stolika znajdującego się kilka metrów dalej. Może jednak powinnam odwołać to spotkanie... Kocham mojego brata i nie chcę robić nic co mogłoby go zranić. Z drugiej strony, to moje życie i nie chcę robić nic przeciw sobie, a mój wewnętrzny głos mówi, żeby spotkać się jutro z Jesusem. Może wcale nie jest taki zły za jakiego ma go Gerard. Podczas naszej krótkiej rozmowy nie wydawał się być złym człowiekiem. Może ta cała ich wielka kłótnia wynikła z jakiegoś nieporozumienia, ktoś coś źle odebrał, a później było już za późno i lawina się potoczyła... Gerard nie chce mi powiedzieć o co poszło, a mam możliwość zapytania o to drugiej strony tego konfliktu. Zapytam się go o to jutro. Może w końcu się czegoś dowiem. Więc mam jeden powód by iść na spotkanie. Jeżeli jest jeden znajdą się też następne, a pójdę chociażby tylko po to by móc popatrzeć na oczy Jesusa. Nie bez powodu zostały okrzyknięte mianem "najpiękniejszych oczu reprezentacji Hiszpanii", podpisuję się pod tym obiema rękami, a jak trzeba to nawet nogami.

- Ziemia do Cataliny.
- Hmm? Pytałeś o coś?
- Tak, pytałem, czy wracasz z nami, czy później z Fabregasami. My już musimy się zbierać, bo Milanowi chce się spać.
- Jeżeli nie mają nic przeciwko to wrócę później z nimi.
- Jasne możesz z nami wrócić. Nie ma problemu, prawda Cesc?
- Oczywiście.
- Dobra, to my lecimy. Trzymajcie się.
- Dziewczyny jeżeli pozwolicie zostawię was na chwilę, pójdę porozmawiać z trenerem.
- Idź. Dobrze ci to zrobi. - Powiedziała Carlota do brata, a gdy ten się oddalił zwróciła się do mnie. - Czego chciał od ciebie Navas?
- O czym mówisz? - Udawałam, że nie rozumiem o co chodzi mojej przyjaciółce.
- Przede mną nie musisz grać. Widziałam was jak rozmawiacie.
- Widziałaś nas? - Zdziwiłam się, byłam pewna, że nikt nie zauważył.
- Tak, przez chwilę.
- Dziękuję, że nie powiedziałaś nic nikomu.
- Nie ma za co. Wiem, że Gerard ze nim nie przepada. To czego chciał?
- W sumie to niczego. Umówiliśmy się na jutro.
- Jak to umówiliście się na jutro?! - Carlota nie ukrywała swojego wielkiego zdziwienia.
- No normalnie. Zaprosił mnie, a ja się zgodziłam. Wiem, że nie powinnam, ale może uda mi się dowiedzieć o co chodzi z tym konfliktem z Gerim. Czy w ogóle ktoś oprócz nich to wie?
- Chyba nawet Cesc nie wie.
- No właśnie.
- Uważaj na niego. Twój brat na pewno nie pokłócił się z nim bez powodu, a jeżeli trwa to tak długo to musiała być jakaś większa afera.
- A może po prostu było to jakieś nieporozumienie. Znasz Gerarda, on uwielbia żartować, może Jesus nie zrozumiał jego żartu, albo wziął go na poważnie i stąd ten konflikt.
- Nie wiem, być może, jednak uważaj na niego. Proszę.
- Dobrze, będę uważać. Obiecuję.

Przez resztę wieczoru rozmawiałam z Fabregasami, a co chwilę podchodzili do nas różni członkowie reprezentacji. La Furia Roja to jedna wielka rodzina. Na ścieżce klubowej niekiedy można by pomyśleć, że to najwięksi wrogowie, a tutaj nawet nie można sobie tego wyobrazić. Fakt, niekiedy mecz pokroju El Clasico może zepsuć atmosferę, ktoś powie o kilka słów za dużo i konflikt gotowy, jednak jest tu tyle osób, które zawsze starają się załagodzić sytuację, pierwszym z takich mediatorów jest trener. Wie co, kiedy i komu powiedzieć by było lepiej, zaraz po trenerze są Xavi i Casillas, jeżeli chodzi o Barcelonę i Real to oni pierwsi starają się poprawić, niekiedy napięte do granic możliwości, stosunki między zawodnikami obu klubów. Ale nie tylko oni. Tutaj każdy znajdzie przyjazną duszę. Atmosfera jaka panuje na spotkaniach zespołu jest nie do opisania. Tu po prostu trzeba być żeby wiedzieć o czym mowa.
Wychodziliśmy jako jedni z ostatnich. Zauważyłam, że Cesc po powrocie od trenera był wyraźnie odmieniony. Dobrze mu zrobiła ta rozmowa, Vincente zawsze powie coś co daje do myślenia i człowiek po rozmowie z nim od razu ma lepszy nastrój. Swoją drogą Daniella jest idiotką rezygnując z takiego skarbu jaki miała przy sobie dla kogoś innego. Wierzę, że uda mu się wywalczyć Lię, zaraz po moim tacie i mimo wszystko Gerardzie jest najlepszym ojcem jakiego znam, a swojej córce gdyby mógł dałby nawet gwiazdkę z nieba.
Powrót do domu również minął nam na rozmowie, Carlota nie wspomniała przy bracie o moim spotkaniu z Navasem, póki co nikt oprócz niej się nie dowie. Omijaliśmy również temat byłej dziewczyny Cesca. Bardzo chętnie żartowaliśmy za to z Gerarda, nie tylko ja zauważyłam jego większy brzuszek. Fabregasowie odwieźli mnie pod sam dom. Po wejściu do niego od razu poszłam do swojej sypialni, jutro czekał mnie ciekawy dzień.



___
Ode mnie tylko tyle, że przepraszam i już teraz życzę wesołych świąt i szczęśliwego nowego roku (wiadomo już jak to z moim pisaniem jest więc wolę życzenia złożyć już teraz). Nie obiecuję też, że nowy rozdział pojawi się szybko (tym razem było TYLKO 4 miesiące przerwy), bo obiecuję, obiecuję, a później nie wychodzi. Napiszę tylko:
Do następnego!:)