- Przepraszam. - Powiedziałam nie podnosząc głowy.
- Nie ma za co. Choć mogłabyś patrzeć przed siebie jak idziesz.
- Jeszcze raz przepraszam. - Spojrzałam na osobę na którą wpadłam. - Szukałam telefonu.
- Siostra Pique prawda?
- Tak. Catalina Pique we własnej osobie. - Uśmiechnęłam się.
- Miło mi cię poznać. - Odwzajemnił mój uśmiech.
- Mi ciebie również.
- Tak na marginesie, muszę ci powiedzieć, że masz bardzo ładny uśmiech.
- Dziękuję. - Uśmiechnęłam się ponownie, a moją twarz oblał rumieniec, zresztą jak zwykle w takich sytuacjach. Opuściłam głowę, by włosy mogły mnie choć trochę zakryć. - Chyba muszę już wracać do przyjaciół, zaraz pomyślą, że zgubiłam się w łazience.
- W takim razie nie zatrzymuję cię dłużej, bo jeszcze będą gotowi zaangażować wszystkich w poszukiwania.
- To by było całkiem w ich stylu.
- Jeszcze zanim się pożegnamy, może dałabyś się zaprosić na jakąś kawę?
- Interesująca propozycja, choć nie wiem co na to mój brat...
- Twój brat nie musi o niczym wiedzieć. Poza tym jesteś dorosła, chyba możesz decydować z kim wychodzisz, prawda?
- Prawda. Więc kiedy?
- To może jutro? O 16?
- Jutro o 16. Pasuje mi. A gdzie?
- Znam taką ładną kawiarnię w centrum - siódme niebo. Mają tam całkiem dobre ciasta, a ich kawy to zupełne mistrzostwo. Co ty na to?
- Nie znam tego miejsca, ale po twojej opinii jestem bardzo ciekawa jak tam jest. Jestem na tak.
- Więc jesteśmy umówieni. Do jutra. Miło było cię poznać Catalino.
- Mnie ciebie również Jesusie. Do jutra.
Szłam do stolika mając nadzieję, że moi przyjaciele nie widzieli tego, że przed chwilą rozmawiałam z Jesusem Navasem. Z powodów, których nie znam ta dwójka nie pała do siebie szczególną sympatią. Jakaś stara sprawa, o której Gerard nie chciał mi nigdy powiedzieć. W każdym razie, już od kilku lat mijają się szerokim łukiem. Żaden z nich nie chce wyjaśnić całej sprawy. Kłótnia musiała być w takim razie poważna. Co do naszego jutrzejszego spotkania mam bardzo mieszane uczucia. Podczas samej rozmowy czułam się dziwnie, inaczej niż z innymi mężczyznami. Być może byłam zdenerwowana tym, że Gerard może nas widzieć, a to by mu się nie spodobało. W ogóle nie powinnam była rozmawiać z Navasem, a zamiast tego spławić go już na początku rozmowy. Jednak coś we mnie aż krzyczało żeby jednak nie robić tego. To samo coś nie chciało kończyć tej rozmowy, jednak tym razem rozsądek wygrał. Im dłużej tym większe ryzyko, że ktoś mógłby nas zobaczyć. Wtedy mogłoby się rozpętać prawdziwe piekło. Navas to temat zakazany nawet przy drobnym wspomnieniu, a co dopiero przyjść i oznajmić "hej, wychodzę jutro z Jesusem na kawę. Mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko." Dla nich chyba nie byłoby nic gorszego. Póki co jest to tylko jedno spotkanie. Nie muszę chyba nikomu o nim mówić.
- O patrzcie, jednak się nie zgubiła! - Czy wspominałam już jak bardzo kocham mojego brata? No więc kocham go do tego stopnia, że toleruję nawet jego głupotę.
- Bardzo śmieszne Geri, bardzo.. - Starałam się wyglądać na spokojną i nie zdradzać się z niczym.
- Co ty tak długo robiłaś w tej łazience? Spotkałaś kogoś?
- Nie, zadzwoniła Sofia, znasz ją, koleżanka z pracy, trochę się zagadałyśmy. - Zdziwiłam się jak łatwo przyszło mi kłamstwo. Nigdy nie umiałam kłamać, a teraz wypowiedziałam coś niezgodnego z prawdą z wielką lekkością.
- Rozumiem. W takim razie rekordowo krótki czas rozmowy siostrzyczko. - Zaśmiał się.
- Żebym ci nie wypomniała jak długo czasami rozmawiasz z Cesciem.
- Wtedy mamy naprawdę poważne sprawy do omówienia! - Wtrącił się Fabregas.
- Ważne sprawy... "Cesc widziałeś nasze ostatnie zdjęcie drużyny? Wyglądam na nim gorzej niż Pepe jak zapuści te swoje wspaniałe loki" - Zacytowałam swojego brata. - Niewątpliwie, sprawa wagi państwowej.
- A później skomentowanie reszty drużyny, jak baby! - Dołączyła do mnie Carlota.
- No cóż panowie, nie macie szans, muszę przyznać rację waszym siostrom. Jeżeli chodzi o wasze rozmowy to jesteście niemożliwi. Mam nadzieję kochanie, że nasz synek nie odziedziczy tego po tobie.
- Ale grać w piłkę będzie umiał po tatusiu!
- A może wcale nie będzie piłkarzem?
- Shaki, ale jak to... Mój syn będzie piłkarzem, to nie podlega dyskusji. Prawda Milan? - Zwrócił się do swojego pierworodnego. - Będziesz piłkarzem jak twój tatuś.
Wymiana zdań między Shakirą, a Gerardem dotycząca przyszłości małego Milanka trwała w najlepsze. Jeżeli o mnie chodzi jestem po stronie Shak. Powinien sam zdecydować kim będzie wtedy kiedy dorośnie. Mój brat chce już teraz zrobić z niego piłkarza, a może mały wcale nie będzie lubił piłki, już i tak będzie z góry skazany na obowiązkowe kibicowanie drużynie tatusia.
Odpłynęłam myślami od tej fascynującej rozmowy do stolika znajdującego się kilka metrów dalej. Może jednak powinnam odwołać to spotkanie... Kocham mojego brata i nie chcę robić nic co mogłoby go zranić. Z drugiej strony, to moje życie i nie chcę robić nic przeciw sobie, a mój wewnętrzny głos mówi, żeby spotkać się jutro z Jesusem. Może wcale nie jest taki zły za jakiego ma go Gerard. Podczas naszej krótkiej rozmowy nie wydawał się być złym człowiekiem. Może ta cała ich wielka kłótnia wynikła z jakiegoś nieporozumienia, ktoś coś źle odebrał, a później było już za późno i lawina się potoczyła... Gerard nie chce mi powiedzieć o co poszło, a mam możliwość zapytania o to drugiej strony tego konfliktu. Zapytam się go o to jutro. Może w końcu się czegoś dowiem. Więc mam jeden powód by iść na spotkanie. Jeżeli jest jeden znajdą się też następne, a pójdę chociażby tylko po to by móc popatrzeć na oczy Jesusa. Nie bez powodu zostały okrzyknięte mianem "najpiękniejszych oczu reprezentacji Hiszpanii", podpisuję się pod tym obiema rękami, a jak trzeba to nawet nogami.
- Ziemia do Cataliny.
- Hmm? Pytałeś o coś?
- Tak, pytałem, czy wracasz z nami, czy później z Fabregasami. My już musimy się zbierać, bo Milanowi chce się spać.
- Jeżeli nie mają nic przeciwko to wrócę później z nimi.
- Jasne możesz z nami wrócić. Nie ma problemu, prawda Cesc?
- Oczywiście.
- Dobra, to my lecimy. Trzymajcie się.
- Dziewczyny jeżeli pozwolicie zostawię was na chwilę, pójdę porozmawiać z trenerem.
- Idź. Dobrze ci to zrobi. - Powiedziała Carlota do brata, a gdy ten się oddalił zwróciła się do mnie. - Czego chciał od ciebie Navas?
- O czym mówisz? - Udawałam, że nie rozumiem o co chodzi mojej przyjaciółce.
- Przede mną nie musisz grać. Widziałam was jak rozmawiacie.
- Widziałaś nas? - Zdziwiłam się, byłam pewna, że nikt nie zauważył.
- Tak, przez chwilę.
- Dziękuję, że nie powiedziałaś nic nikomu.
- Nie ma za co. Wiem, że Gerard ze nim nie przepada. To czego chciał?
- W sumie to niczego. Umówiliśmy się na jutro.
- Jak to umówiliście się na jutro?! - Carlota nie ukrywała swojego wielkiego zdziwienia.
- No normalnie. Zaprosił mnie, a ja się zgodziłam. Wiem, że nie powinnam, ale może uda mi się dowiedzieć o co chodzi z tym konfliktem z Gerim. Czy w ogóle ktoś oprócz nich to wie?
- Chyba nawet Cesc nie wie.
- No właśnie.
- Uważaj na niego. Twój brat na pewno nie pokłócił się z nim bez powodu, a jeżeli trwa to tak długo to musiała być jakaś większa afera.
- A może po prostu było to jakieś nieporozumienie. Znasz Gerarda, on uwielbia żartować, może Jesus nie zrozumiał jego żartu, albo wziął go na poważnie i stąd ten konflikt.
- Nie wiem, być może, jednak uważaj na niego. Proszę.
- Dobrze, będę uważać. Obiecuję.
Przez resztę wieczoru rozmawiałam z Fabregasami, a co chwilę podchodzili do nas różni członkowie reprezentacji. La Furia Roja to jedna wielka rodzina. Na ścieżce klubowej niekiedy można by pomyśleć, że to najwięksi wrogowie, a tutaj nawet nie można sobie tego wyobrazić. Fakt, niekiedy mecz pokroju El Clasico może zepsuć atmosferę, ktoś powie o kilka słów za dużo i konflikt gotowy, jednak jest tu tyle osób, które zawsze starają się załagodzić sytuację, pierwszym z takich mediatorów jest trener. Wie co, kiedy i komu powiedzieć by było lepiej, zaraz po trenerze są Xavi i Casillas, jeżeli chodzi o Barcelonę i Real to oni pierwsi starają się poprawić, niekiedy napięte do granic możliwości, stosunki między zawodnikami obu klubów. Ale nie tylko oni. Tutaj każdy znajdzie przyjazną duszę. Atmosfera jaka panuje na spotkaniach zespołu jest nie do opisania. Tu po prostu trzeba być żeby wiedzieć o czym mowa.
Wychodziliśmy jako jedni z ostatnich. Zauważyłam, że Cesc po powrocie od trenera był wyraźnie odmieniony. Dobrze mu zrobiła ta rozmowa, Vincente zawsze powie coś co daje do myślenia i człowiek po rozmowie z nim od razu ma lepszy nastrój. Swoją drogą Daniella jest idiotką rezygnując z takiego skarbu jaki miała przy sobie dla kogoś innego. Wierzę, że uda mu się wywalczyć Lię, zaraz po moim tacie i mimo wszystko Gerardzie jest najlepszym ojcem jakiego znam, a swojej córce gdyby mógł dałby nawet gwiazdkę z nieba.
Powrót do domu również minął nam na rozmowie, Carlota nie wspomniała przy bracie o moim spotkaniu z Navasem, póki co nikt oprócz niej się nie dowie. Omijaliśmy również temat byłej dziewczyny Cesca. Bardzo chętnie żartowaliśmy za to z Gerarda, nie tylko ja zauważyłam jego większy brzuszek. Fabregasowie odwieźli mnie pod sam dom. Po wejściu do niego od razu poszłam do swojej sypialni, jutro czekał mnie ciekawy dzień.
___
Ode mnie tylko tyle, że przepraszam i już teraz życzę wesołych świąt i szczęśliwego nowego roku (wiadomo już jak to z moim pisaniem jest więc wolę życzenia złożyć już teraz). Nie obiecuję też, że nowy rozdział pojawi się szybko (tym razem było TYLKO 4 miesiące przerwy), bo obiecuję, obiecuję, a później nie wychodzi. Napiszę tylko:
Do następnego!:)
niedziela, 7 grudnia 2014
środa, 6 sierpnia 2014
I - Pique chyba ostatnio przytyłeś
- Halo? - Żywy głos mojego brata odezwał się w słuchawce telefonu.
- Cześć braciszku, nie drzyj się tak. - Wymamrotałam zaspanym głosem.
- Ty jeszcze śpisz?! Nie zapomniałaś chyba, że dzisiaj idziesz ze mną na obiad z członkami reprezentacji i ich rodzinami? - Zapytał. Cholera, faktycznie o tym zapomniałam, ale pół godziny wystarczy mi żeby się przygotować.
- Nie, dobra, może trochę mi się zapomniało, ale zaraz będę gotowa.
- Jest już 10:30, masz godzinę żeby się wyszykować, a o 11:30 przyjedziemy po Ciebie z Shakirą i Milanem.
- Okej Geri, będę na was czekała. Pozdrów Shaki i małego. Do zobaczenia niedługo.
- Do zobaczenia.
Chcąc, nie chcąc musiałam wstać z łóżka i zacząć przygotowywać się do wyjścia. Półprzytomna dowlokłam się do łazienki, gdzie chcąc się rozbudzić weszłam pod prysznic i odkręciłam kran z zimną wodą. Podziałało, po paru minutach stania w lodowatej wodzie czułam się tak, jakbym wypiła mocną kawę. Owinęłam się szlafrokiem i poszłam do kuchni przekąsić coś lekkiego. Nie chciałam się opychać skoro i tak zaraz jadę na obiad. Swoją drogą nigdy nie rozumiałam dlaczego mój brat zawsze mnie na nie zabiera. Oprócz niego robi to zaledwie kilku innych zawodników, inni zabierają tylko partnerki, albo w ogóle przychodzą sami. Nie powiem, jest to całkiem miłe, lubię jego kolegów i ich rodziny, a oni lubią mnie. Najlepiej się dogaduję chyba z Fabregasem i jego siostrą, ale nic dziwnego, mój brat i Cesc to najlepsi przyjaciele, a co za tym idzie nasze rodziny już od dawna większość czasu spędzały wspólnie.
Po zjedzonym śniadaniu wróciłam do swojej sypialni by wysuszyć i uczesać włosy oraz zrobić sobie lekki makijaż. Później poszłam do garderoby wybrać sobie stosowny strój. Po chwili namysłu wybrałam zwykłą białą bokserkę i jasnoniebieską spódniczkę, całość uzupełniłam delikatnymi złotymi sandałkami i równie delikatną biżuterią w tym samym kolorze. Skończyłam się ubierać idealnie w chwili w której zadzwonił dzwonek do drzwi, za którymi stał mój brat.
- Hej, jesteś już gotowa?
- Tak, wezmę tylko torebkę i możemy jechać.
- Mam nadzieję, że tym razem wiesz gdzie ona jest i nie będziesz jej szukać pół godziny jak ostatnio... - Zaśmiał się.
- To było tylko raz, poza tym była na szafie, gdzie moje najwspanialsze 160 cm nie dosięga, a Twoje prawie 2 metry już tak, może wiesz coś na ten temat?
- Dobra, dobra, już nie marudź tylko idź po tą torebkę i jedziemy.
Pobiegłam ponownie do sypialni, znalazłam to po co przyszłam i wróciłam do brata.
- No proszę rekordowo szybko. Jestem z ciebie dumny siostrzyczko.
- Fajnie by było gdybyś ty też zrobił coś dzięki czemu mogłabym być z ciebie dumna, a nie tylko się ze mnie naśmiewasz. - Teatralnie westchnęłam.
- Ktoś tu chyba woli iść na nogach...
- Ale to komuś innemu bardziej by się to przydało.... Geri, kiedy ty ostatnio robiłeś coś innego poza jedzeniem i wylegiwaniem się na plaży, co?
- Już nie przesadzaj, wcale nie jest tak źle. A teraz idziemy do tego samochodu, bo na prawdę się spóźnimy. - Gerard odwrócił się i poszedł do samochodu, w którym czekała Shakira z Milankiem, ja zamknęłam dom i poszłam za nim.
- Witaj kochana. - Powitała mnie partnerka mojego brata. - Co u ciebie słychać?
- Cześć Shaki, wszystko w porządku. A co u Ciebie?
- Wiadomo, masa koncertów, ciągle nie mam na nic czasu, chociaż teraz znalazłam tydzień na odetchnięcie.
Cała podróż minęła nam całkiem przyjemnie, rozmawialiśmy, ja i Shakira trochę ponabijałyśmy się z Gerarda, przez co ten kilka razy chciał nas wysadzić oraz zabawiałam Milana. W końcu dojechaliśmy przed restaurację. Weszliśmy do budynku i od razu zaczęliśmy wypatrywać rodziny Fabregasów. Jako pierwszy swojego przyjaciela ujrzał mój brat, jak zwykle mieliśmy zajęte miejsca obok. Tylko jedna rzecz się nie zgadzała. Cesc tym razem przyszedł tylko w towarzystwie swojej siostry, nie było ani Danielli, ani Lii. Zdziwiłam się, bo on nigdy się bez nich nie pojawiał.
- Hej. Co u was? - Zapytała Carlota od razu gdy podeszliśmy do stolika. Cesc nawet się nie odwrócił gdy przyszliśmy, siedział uparcie wpatrzony w jakiś punkt daleko przed sobą. Był wyraźnie zamyślony i jakby... smutny. Zajęliśmy nasze miejsca przy stoliku.
- U nas po staremu. - Odpowiedział mój brat. - A co u was słychać?
- U mnie jest w porządku, ale u niego jest tak jak widać na dołączonym obrazku. Chociaż w sumie było gorzej. Ledwo dał się namówić na wyjście tutaj.
- Cesc... - Jakby się ocknął na dźwięk swojego imienia.
- O cześć, już jesteście. - Powiedział bez cienia emocji w głosie.
- Stary co z tobą? Gdzie masz Daniellę i dzieciaki? - Na dźwięk imienia swojej ukochanej spuścił głowę.
- Ona... odeszła. - Te dwa słowa wypowiedział z wielkim trudem, nic dziwnego, że był tak załamany...
- Jak to odeszła? Przecież byliśmy u was dwa dni temu i wszystko było w porządku.
- Widzisz, sęk w tym, że nie było. To znaczy wydawać by się mogło, że jesteśmy zgraną rodzinką i jest wspaniale. Cholera, mnie też się tak wydawało, niestety najwidoczniej ja jej nie wystarczałem.
- O czym ty mówisz?
- O tym mówię, że Daniella zdradzała mnie od kilku miesięcy, a wczoraj łaskawie poinformowała mnie o tym, że odchodzi. Odeszła do niego.
- Wiesz kim jest ten cały on?
- Nie wiem i nie chcę wiedzieć. Jaki ja głupi byłem, że nic nie podejrzewałem. Myślałem, że to będzie ta jedyna...
- Spokojnie. - Odezwała się Shakira, która do tej pory tylko przysłuchiwała się rozmowie dwójki przyjaciół. - Będzie dobrze. Ale co z Lią?
- Lii bez walki nie oddam. To tak samo moja córka jak i jej. Będę się starał o to by Lia mieszkała ze mną.
- I myślisz, że Daniella zgodzi się na to?
- Myślę, że nie będzie łatwo, ale jeżeli zaistnieje taka pójdę do sądu.
- Będziemy trzymać za ciebie kciuki i gdybyś faktycznie musiał iść do sądu to masz nasze wsparcie, wstawimy się za tobą. - Powiedziałam. - Zasługujesz na kogoś lepszego, jesteś wspaniałym ojcem i przyjacielem, dla niej też byłeś najlepszym co mogło jej się przytrafić, to jej problem, że nie potrafiła tego docenić.
- Dziękuję wam, jesteście chyba najlepszymi przyjaciółmi.
- Nie masz nam za co dziękować, od tego jesteśmy.
- Witajcie. - Podszedł do nas trener reprezentacji. - Mam nadzieję, że dobrze się bawicie. Pique ty chyba ostatnio coś przytyłeś, co? - Zapytał, a ja ledwo powstrzymałam wybuch śmiechu.
- Nie, ja nie....
- Dobra, już się nie tłumacz. Shakira jak zwykle piękna, a Milanek rośnie jak na drożdżach. Catalina i Carlota dobrze widzieć znowu was dwie takie uśmiechnięte. Jesteście dobrym duchem tej drużyny. Fabregas, a z tobą co? Gdzie masz Daniellę?
- To już zamknięty rozdział trenerze, nie ma o czym mówić.
- Jak wolisz, jeżeli jednak chciałbyś porozmawiać ze starym mężczyzną który już nie jedno przeszedł to wiesz gdzie mnie szukać.
- Będę pamiętał. Dziękuję.
- Nie ma za co, ja już wracam na swoje miejsce, bo widzę, że kelnerzy zaczynają wnosić posiłki. Dobrej zabawy wam życzę.
- Dziękujemy i wzajemnie.
Trener Del Bosque poszedł do swojego stolika, a na stołach pojawiło się jedzenie, które wyglądało tak dobrze jak smakowało. Jedliśmy i rozmawialiśmy. Jak zwykle byliśmy najbardziej rozgadanymi osobami na sali. Nawet Cesc wyraźnie się ożywił. Zastanawiałam się jak to możliwe, że Daniella postanowiła zostawić osobę która kochała ją tak, że świata poza nią nie widziała i byłaby gotowa zrobić dla niej wszystko, jak ona mogła tego nie docenić... Miałam nadzieję, że chociaż z Lią mu się uda i mała będzie mieszkać z nim.
Po skończonym posiłku przeprosiłam przyjaciół i poszłam do toalety. Gdy z niej wychodziłam, szukając telefonu w torebce, na kogoś wpadłam.
____________
Znowu nawaliłam....
Na tego bloga mam nadzieję będę wrzucać rozdziały trochę częściej (cały plan jest gotowy), chociaż niczego nie obiecuję...
Póki co oddaję w Wasze ręce ten rozdział :)
Pozdrawiam :)
PS. To nie tak, że nie lubię Danielli, ale w tym opowiadaniu musiałam się jej jakoś pozbyć ;)
PS2. Najpierw miały być inne blogi ale zmieniłam kolejność, bo ten już jest cały obmyślony :)
- Cześć braciszku, nie drzyj się tak. - Wymamrotałam zaspanym głosem.
- Ty jeszcze śpisz?! Nie zapomniałaś chyba, że dzisiaj idziesz ze mną na obiad z członkami reprezentacji i ich rodzinami? - Zapytał. Cholera, faktycznie o tym zapomniałam, ale pół godziny wystarczy mi żeby się przygotować.
- Nie, dobra, może trochę mi się zapomniało, ale zaraz będę gotowa.
- Jest już 10:30, masz godzinę żeby się wyszykować, a o 11:30 przyjedziemy po Ciebie z Shakirą i Milanem.
- Okej Geri, będę na was czekała. Pozdrów Shaki i małego. Do zobaczenia niedługo.
- Do zobaczenia.
Chcąc, nie chcąc musiałam wstać z łóżka i zacząć przygotowywać się do wyjścia. Półprzytomna dowlokłam się do łazienki, gdzie chcąc się rozbudzić weszłam pod prysznic i odkręciłam kran z zimną wodą. Podziałało, po paru minutach stania w lodowatej wodzie czułam się tak, jakbym wypiła mocną kawę. Owinęłam się szlafrokiem i poszłam do kuchni przekąsić coś lekkiego. Nie chciałam się opychać skoro i tak zaraz jadę na obiad. Swoją drogą nigdy nie rozumiałam dlaczego mój brat zawsze mnie na nie zabiera. Oprócz niego robi to zaledwie kilku innych zawodników, inni zabierają tylko partnerki, albo w ogóle przychodzą sami. Nie powiem, jest to całkiem miłe, lubię jego kolegów i ich rodziny, a oni lubią mnie. Najlepiej się dogaduję chyba z Fabregasem i jego siostrą, ale nic dziwnego, mój brat i Cesc to najlepsi przyjaciele, a co za tym idzie nasze rodziny już od dawna większość czasu spędzały wspólnie.
Po zjedzonym śniadaniu wróciłam do swojej sypialni by wysuszyć i uczesać włosy oraz zrobić sobie lekki makijaż. Później poszłam do garderoby wybrać sobie stosowny strój. Po chwili namysłu wybrałam zwykłą białą bokserkę i jasnoniebieską spódniczkę, całość uzupełniłam delikatnymi złotymi sandałkami i równie delikatną biżuterią w tym samym kolorze. Skończyłam się ubierać idealnie w chwili w której zadzwonił dzwonek do drzwi, za którymi stał mój brat.
- Hej, jesteś już gotowa?
- Tak, wezmę tylko torebkę i możemy jechać.
- Mam nadzieję, że tym razem wiesz gdzie ona jest i nie będziesz jej szukać pół godziny jak ostatnio... - Zaśmiał się.
- To było tylko raz, poza tym była na szafie, gdzie moje najwspanialsze 160 cm nie dosięga, a Twoje prawie 2 metry już tak, może wiesz coś na ten temat?
- Dobra, dobra, już nie marudź tylko idź po tą torebkę i jedziemy.
Pobiegłam ponownie do sypialni, znalazłam to po co przyszłam i wróciłam do brata.
- No proszę rekordowo szybko. Jestem z ciebie dumny siostrzyczko.
- Fajnie by było gdybyś ty też zrobił coś dzięki czemu mogłabym być z ciebie dumna, a nie tylko się ze mnie naśmiewasz. - Teatralnie westchnęłam.
- Ktoś tu chyba woli iść na nogach...
- Ale to komuś innemu bardziej by się to przydało.... Geri, kiedy ty ostatnio robiłeś coś innego poza jedzeniem i wylegiwaniem się na plaży, co?
- Już nie przesadzaj, wcale nie jest tak źle. A teraz idziemy do tego samochodu, bo na prawdę się spóźnimy. - Gerard odwrócił się i poszedł do samochodu, w którym czekała Shakira z Milankiem, ja zamknęłam dom i poszłam za nim.
- Witaj kochana. - Powitała mnie partnerka mojego brata. - Co u ciebie słychać?
- Cześć Shaki, wszystko w porządku. A co u Ciebie?
- Wiadomo, masa koncertów, ciągle nie mam na nic czasu, chociaż teraz znalazłam tydzień na odetchnięcie.
Cała podróż minęła nam całkiem przyjemnie, rozmawialiśmy, ja i Shakira trochę ponabijałyśmy się z Gerarda, przez co ten kilka razy chciał nas wysadzić oraz zabawiałam Milana. W końcu dojechaliśmy przed restaurację. Weszliśmy do budynku i od razu zaczęliśmy wypatrywać rodziny Fabregasów. Jako pierwszy swojego przyjaciela ujrzał mój brat, jak zwykle mieliśmy zajęte miejsca obok. Tylko jedna rzecz się nie zgadzała. Cesc tym razem przyszedł tylko w towarzystwie swojej siostry, nie było ani Danielli, ani Lii. Zdziwiłam się, bo on nigdy się bez nich nie pojawiał.
- Hej. Co u was? - Zapytała Carlota od razu gdy podeszliśmy do stolika. Cesc nawet się nie odwrócił gdy przyszliśmy, siedział uparcie wpatrzony w jakiś punkt daleko przed sobą. Był wyraźnie zamyślony i jakby... smutny. Zajęliśmy nasze miejsca przy stoliku.
- U nas po staremu. - Odpowiedział mój brat. - A co u was słychać?
- U mnie jest w porządku, ale u niego jest tak jak widać na dołączonym obrazku. Chociaż w sumie było gorzej. Ledwo dał się namówić na wyjście tutaj.
- Cesc... - Jakby się ocknął na dźwięk swojego imienia.
- O cześć, już jesteście. - Powiedział bez cienia emocji w głosie.
- Stary co z tobą? Gdzie masz Daniellę i dzieciaki? - Na dźwięk imienia swojej ukochanej spuścił głowę.
- Ona... odeszła. - Te dwa słowa wypowiedział z wielkim trudem, nic dziwnego, że był tak załamany...
- Jak to odeszła? Przecież byliśmy u was dwa dni temu i wszystko było w porządku.
- Widzisz, sęk w tym, że nie było. To znaczy wydawać by się mogło, że jesteśmy zgraną rodzinką i jest wspaniale. Cholera, mnie też się tak wydawało, niestety najwidoczniej ja jej nie wystarczałem.
- O czym ty mówisz?
- O tym mówię, że Daniella zdradzała mnie od kilku miesięcy, a wczoraj łaskawie poinformowała mnie o tym, że odchodzi. Odeszła do niego.
- Wiesz kim jest ten cały on?
- Nie wiem i nie chcę wiedzieć. Jaki ja głupi byłem, że nic nie podejrzewałem. Myślałem, że to będzie ta jedyna...
- Spokojnie. - Odezwała się Shakira, która do tej pory tylko przysłuchiwała się rozmowie dwójki przyjaciół. - Będzie dobrze. Ale co z Lią?
- Lii bez walki nie oddam. To tak samo moja córka jak i jej. Będę się starał o to by Lia mieszkała ze mną.
- I myślisz, że Daniella zgodzi się na to?
- Myślę, że nie będzie łatwo, ale jeżeli zaistnieje taka pójdę do sądu.
- Będziemy trzymać za ciebie kciuki i gdybyś faktycznie musiał iść do sądu to masz nasze wsparcie, wstawimy się za tobą. - Powiedziałam. - Zasługujesz na kogoś lepszego, jesteś wspaniałym ojcem i przyjacielem, dla niej też byłeś najlepszym co mogło jej się przytrafić, to jej problem, że nie potrafiła tego docenić.
- Dziękuję wam, jesteście chyba najlepszymi przyjaciółmi.
- Nie masz nam za co dziękować, od tego jesteśmy.
- Witajcie. - Podszedł do nas trener reprezentacji. - Mam nadzieję, że dobrze się bawicie. Pique ty chyba ostatnio coś przytyłeś, co? - Zapytał, a ja ledwo powstrzymałam wybuch śmiechu.
- Nie, ja nie....
- Dobra, już się nie tłumacz. Shakira jak zwykle piękna, a Milanek rośnie jak na drożdżach. Catalina i Carlota dobrze widzieć znowu was dwie takie uśmiechnięte. Jesteście dobrym duchem tej drużyny. Fabregas, a z tobą co? Gdzie masz Daniellę?
- To już zamknięty rozdział trenerze, nie ma o czym mówić.
- Jak wolisz, jeżeli jednak chciałbyś porozmawiać ze starym mężczyzną który już nie jedno przeszedł to wiesz gdzie mnie szukać.
- Będę pamiętał. Dziękuję.
- Nie ma za co, ja już wracam na swoje miejsce, bo widzę, że kelnerzy zaczynają wnosić posiłki. Dobrej zabawy wam życzę.
- Dziękujemy i wzajemnie.
Trener Del Bosque poszedł do swojego stolika, a na stołach pojawiło się jedzenie, które wyglądało tak dobrze jak smakowało. Jedliśmy i rozmawialiśmy. Jak zwykle byliśmy najbardziej rozgadanymi osobami na sali. Nawet Cesc wyraźnie się ożywił. Zastanawiałam się jak to możliwe, że Daniella postanowiła zostawić osobę która kochała ją tak, że świata poza nią nie widziała i byłaby gotowa zrobić dla niej wszystko, jak ona mogła tego nie docenić... Miałam nadzieję, że chociaż z Lią mu się uda i mała będzie mieszkać z nim.
Po skończonym posiłku przeprosiłam przyjaciół i poszłam do toalety. Gdy z niej wychodziłam, szukając telefonu w torebce, na kogoś wpadłam.
____________
Znowu nawaliłam....
Na tego bloga mam nadzieję będę wrzucać rozdziały trochę częściej (cały plan jest gotowy), chociaż niczego nie obiecuję...
Póki co oddaję w Wasze ręce ten rozdział :)
Pozdrawiam :)
PS. To nie tak, że nie lubię Danielli, ale w tym opowiadaniu musiałam się jej jakoś pozbyć ;)
PS2. Najpierw miały być inne blogi ale zmieniłam kolejność, bo ten już jest cały obmyślony :)
sobota, 19 kwietnia 2014
Prolog
Nie zawsze wszystko jest takie jak nam się wydaje. Nic nie jest po prostu czarne lub białe. Nie możemy z całą pewnością powiedzieć jaka jest druga osoba. Może ten ktoś przy nas tylko gra kogoś kim nie jest, a my wierzymy w każde jego słowo...
Catalina Pique była zawsze uśmiechniętą, czerpiącą radość z życia, gotową do pomocy, zawsze mającą dla każdego uśmiech, sympatyczną dziewczyną. Kochała swoja rodzinę i gotowa była poświęcić dla nich wszystko...
Jesus Navas jest hiszpańskim piłkarzem, reprezentującym barwy Manchesteru City. Lata temu poważnie pokłócił się z kolegą z reprezentacji. Do dzisiejszego dnia mu tego nie wybaczył. Ciągle szuka okazji do zemsty, a ta w końcu się nadarza...
Witajcie na moim kolejnym blogu :) Mam nadzieję, że prolog choć krótki zachęcił was do czytania tego opowiadania. :) Teraz mam dylemat, bo po zakończeniu tego bloga miał pojawić się pierwszy rozdział tutaj, ale pojawił się pomysł na tego bloga i nie wiem na który się zdecydować... Może będzie tak, że będę pisała dwa na raz :)
To tyle :) jeżeli macie jakieś pytania, sugestie czy cokolwiek - strona "kontakt" :)
Pozdrawiam :)
PS. Radosnych świąt Wielkiej Nocy :)
Catalina Pique była zawsze uśmiechniętą, czerpiącą radość z życia, gotową do pomocy, zawsze mającą dla każdego uśmiech, sympatyczną dziewczyną. Kochała swoja rodzinę i gotowa była poświęcić dla nich wszystko...
Jesus Navas jest hiszpańskim piłkarzem, reprezentującym barwy Manchesteru City. Lata temu poważnie pokłócił się z kolegą z reprezentacji. Do dzisiejszego dnia mu tego nie wybaczył. Ciągle szuka okazji do zemsty, a ta w końcu się nadarza...
Witajcie na moim kolejnym blogu :) Mam nadzieję, że prolog choć krótki zachęcił was do czytania tego opowiadania. :) Teraz mam dylemat, bo po zakończeniu tego bloga miał pojawić się pierwszy rozdział tutaj, ale pojawił się pomysł na tego bloga i nie wiem na który się zdecydować... Może będzie tak, że będę pisała dwa na raz :)
To tyle :) jeżeli macie jakieś pytania, sugestie czy cokolwiek - strona "kontakt" :)
Pozdrawiam :)
PS. Radosnych świąt Wielkiej Nocy :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)